Przez ten rok on też się wiele nauczył. Chyba poczucia bezpieczeństwa. Nauczył się, że ma nas dla siebie. Nie nauczył się, niestety, gadać. Kilka razy przez ten rok zdarzyło mu się szczekać - tak, ze trzy razy: raz na kiełbasę, raz na listonoszkę i raz na konia :)
Ale nie zmieniał się tylko na początku, ostatnio zauważyliśmy - po prawie roku - że zaczął być bardziej zainteresowany nami, nie tylko dla pieszczot i dla spacerów, że przychodzi się przywitać kiedy wchodzimy do domu, że nas szuka.

Szczęśliwa jestem, że jest właśnie taki, jak chciałam żeby był: trochę niezależny, a jednocześnie ogromnie przytulasty, niesamowicie łagodny i życzliwie nastawiony do wszystkich i wszystkiego (oprócz rudego nieprzyjaciela, ale to tamten zaczął :) .

Ja jestem mu wdzięczna za to, że nauczył mnie przyjemności długich rannych spacerów, coś, co dawno wydawało mi się nieprawdopodobne. Przez ten rok nie wyszłam rano na spacer (znalazłam zastępstwo) tylko kilka razy z powodu wyjazdu, choroby lub obowiązków w pracy. Ani raz nie pomyślałam, niezależnie od temperatury czy pogody, że nie chce mi się wyjść. Uwielbiam to nasze poranne spacerowanie po lesie, to nasz codzienny rytuał.

Dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że Woolik wypełnił nam pustkę i stał się członkiem naszej rodziny. Nie dziękuję oczywiście temu komuś, kto go porzucił, ale może lepiej się stało że jest z nami.

Wooliku woolasty, bądź z nami długo, długo, zawsze!

Joomla Template - by Joomlage.com