lumiWooliczku, piesku, tak krótko byłeś z nami, za krótko...

Ta wiosna nie jest dla nas łaskawa. W końcu lutego Woolik zachorował i do dziś nie wiemy co mu jest. Więcej o chorobie Woolika we właściwym dziale, tutaj chciałabym zamieścić parę zdjęć, choć nie są one takie radosne, ale takie już bywa życie... Woolik cały czas leży, chodzi z trudem, tylko podtrzymywany, nie ma ochoty na zabawę... Mamy nadzieję, że niedługo wreszcie dowiemy się, co mu jest i wróci do nas zdrowy, wesoły i silny Woolik, i że wreszcie będziemy znów mogli pójść do lasu. Wooliczku, zdrowiej, proszę!

Niewiele zimy tej zimy, a do tego oczy mamy zwrócone w inną stronę... Najpierw nie było śniegu, więc nie było mowy o nartach, potem przyszedł śnieg ale nie było głowy do nart... I tak minęła zima...

Angelo przyjechał z Sycylii, wspólnie z Woolikiem pokazaliśmy mu naszą Puszczę, poszliśmy na długi spacer. Angelo i Woolik z miejsca przypadli sobie do gustu...

Wypatrujemy wiosny, ale wciąż jest zimowo...

To była nasza zima, mnóstwo śniegu, śnieżne spacery, narty, łosie, zapachy na śniegu...

Wróciłam do nart po ok 45 latach!

Od paru lat mnie kusiło, ale że zimy nie lubię i leniwa jestem, szczególnie zimą, nie wierzyłam, że się zmuszę do wychodzenia na narty. Dopiero w tym roku doszłam do wniosku, że chyba z Woolem by się dało, bo on nie ciągnie, biegnie delikatnie i jest posłuszny. I faktycznie!
Na tym spacerku był skołowany, bo wyszłyśmy na zdjęcia, i jeździłam tam i z powrotem, i nie rozumiał, co się dzieje - ale wcześniej rano byłam godzinę z nim sama :) W grudniu jeździłam przez tydzień codziennie, teraz od wczoraj, póki będzie śnieg będziemy wychodzić na narty, i nareszcie śnieg mnie cieszy :)

Z prędkością ślimaka malamucieje - nauczył się skakać po smakołyk, raz ukradł z blatu mielone kotlety (ale tylko raz!), doły kopie jak tylko może. Ale nadal nie gada! Może za jakieś trzy lata...?

Znalazł na nas sposób: jak jesteśmy złymi ludźmi i się nim nie zajmujemy, to staje przed drzwiami i drapie żeby go wypuścić. Albo kładzie się na misce i pije wodę. Jak już nie może, to leży z mordą na misce. Ale gniewa się krótko :)  Poza tym nadal uważa, że cały świat został stworzony po to, żeby miał go kto obrabiać. Pieścić, głaskać drapać itp.

Wool mówi, że wcale mu tak dobrze u nas nie jest bo całą zimę drzwi na dwór były zamknięte, musiał biedny stać z nosem przy szybie żeby go wpuścili do środka albo na zewnątrz, a przecież drzwi powinny być cały czas otwarte! Nareszcie się udało i drzwi otworzyli, pewnie dzięki temu, że się umiejętnie obrażał i leżał z głową na misce z wodą!

I jeszcze nie drapią go cały czas, tylko od czasu do czasu, a jak goście do niego przychodzą, to się ich sadza za stołem i każe zajmować nożami i widelcami, zamiast pozwolić im się Woolem zajmować, a przecież po to przyszli!

Marzec 2012

25 grudnia 2011

Woolik uwielbia się kąpać...

Najpierw wchodzi powolutku i smakuje, wchodzi i stoi w wodzie bez ruchu. Tak samo w strumyku, wlezie i stoi. Dopiero po jakimś czasie zaczyna się ruszać. A w jeziorku jak postoi i popływa to potem lata, wariuje, i wskakuje z wielkim impetem, i potem pływa dalej, i biega jak wariat...

Woolik ma takie fazy - najdzie go na wariactwo, to biega jak błyskawica dookoła, wskakuje do domu i wyskakuje szybciej niż strzała, człowiek patrzeć nie nadąży, i to trwa czasem dwie minuty, czasem trzy i nagle - zwalnia, staje, gapi się, i rzucaj mu coś czy biegaj - gapi się na ciebie jak na głupka. Faza minęła...

W naszym domu nie sypia się z psami. Ale to nie znaczy, że nie można sobie w ciągu dnia poleżeć koło pani, zajętej pracą...

Woolik jest w siódmym niebie - spędza więcej czasu na dworze niż w domu, nie bardzo rozumie, dlaczego zamykamy drzwi... Na spacerze goni sarenki (na lince oczywiście), ignoruje łosie, nurkuje w śniegu, kopie, cały zanurzony w białym, fruwa za zającami - nie ma czasu pisać :) No i jeszcze na futrze przynosi do domu cały śnieg z puszczy!
Zima to jest to co Woole lubią najbardziej...

Dmuchawce, latawce i Woolik :)

Woolik wczoraj uroczyście obchodził symboliczne urodziny - jest u nas już rok! Najlepszy prezent zrobiła mu pogoda - wyszedł rano przed dom i zobaczył śnieg, który tak kocha! Najpierw przez chwilę się gapił i zachwycał, a potem - wytarzał się z błogością...

Ten rok z Woolem to wspaniały rok. Dał nam mnóstwo radości. Pomógł nam powrócić do tego, co trochę zapomnieliśmy - jak to jest mieć psa dla psa, dla niczego więcej, jak to jest mieć jednego psa, rozpieszczonego, najważniejszego, jak nie dzielić czasu, uwagi i serca na kilka części, ale jak obdzielać całą rodziną jego jednego...

Kovuk jechał do nowego domu, z przystankiem u nas. W ten sposób Woolik miał przez chwilę kumpla...

Ostatnio Woolik malamucieje - robi to co chce, słyszy to co chce słyszeć, i tak dalej.

Poza tym zdarza mu się czasem zeżreć jakieś pudełko przygotowane do palenia albo jakiś papier. A wczoraj zobaczyłam, jak się skradał z domu do ogrodu z gazetą w pychu. Trzymał ją za róg, tak że zwisała do samej ziemi i powolutku się ewakuował. Powiedziałam - nie wolno! A on ... po prostu otworzył pycho, gazeta sfrunęła, a Woolik jakby nigdy nic wyszedł sobie przed dom, ułożył się wygodnie i zaczął się opalać...

Mamy Krokowoola :)

Doszliśmy nad staw, Woolik wlazł do wody, potem zaczął pływać w  jedną stronę, potem w drugą, potem się zatrzymał, cały ociekający rzęsą, potem znów popłynął, potem się otrząsnął w zaroślach i poleciał drogą w siną dal, a ja zmartwiałam... Ale na wołanie pokazała się Woolasta rozradowana rakieta... Potem wskoczył do wody w wielkim tempie, ale aparat nie zdążył. A potem pobiegł w drugą stronę... no i ta nasza łąka... To już po tym, jak Woolik zniknął na dłużej w zaroślach. Potem poszliśmy lasem do Góry Ojca... Spacer był boski, teraz Woolik ułożył się na kafelkach w szafie i zipie...

Gościnnie poszliśmy na Wystawę. Trzeba było się wcześniej wykąpać i wyczesać, żeby (choć gościnnie) wyglądać ładnie. Po wystawie Wool padł z gorąca... Nigdy więcej!

 

Chciałam tylko powiedzieć, że Woolik po raz kolejny mnie zadziwił...
Dziś na spacerze zatrzymałam się, żeby zdjąć bluzę, bo zrobiło się za gorąco. Przytrzymałam sobie linkę nogą, wcześniej powiedziałam - Woolik stój - a on stanął...
No i nie zauważyłam tego, bo byłam na ścieżce obok drogi, idącej przez puszczę (z Lasek do Sierakowa), między ścieżką a drogą jest parę drzew i one mi zasłoniły widok.

Na drodze, tuż przed nami, zobaczyłam nagle grupę kilku (pięciu?) pięknych koni pod młodymi dziewczynami. Woolik stał i się gapił. Jakby szarpnął, pewnie wyciągnąłby mi linkę spod buta. Powoli wzięłam linkę w rękę, usłyszałam, jak dziewczyna na pierwszym koniu powiedziała do swojego - nie bój się, spokojnie!

Ja do Woolika też powiedziałam - grzeczny, zobacz, zobacz jakie ładne konie! A ten - najpierw stał bez ruchu, a potem - usiadł na tyłku, i tak siedział uśmiechnięty, gapiąc się na konie, które mu przechodziły dwa metry przed nosem!

Dziewczyny też się uśmiechały do nas, i tak się wspólnie zachwycaliśmy sobą :) Jestem dumna z mojego mądrego i grzecznego piesia!

Maj 2010

Woolik jest u nas już 3 tygodnie!!! Odkąd mamy długą smycz flexi, spacery zrobiły się dużo ciekawsze. Woolik ma 8 metrów swobody, powiększone o drugie 8 metrów, kiedy zostanie w tyle - kiedy poczuje szarpnięcie, galopkiem przebiega te paręnaście metrów, a cały spacer odbywa kłusikiem. Nie jest łatwo robić zdjęcia i jednocześnie prowadzić psa na smyczy...

Dziś jest Woolikowe święto, poznał resztę rodziny, został wymiętoszony przez wszystkich, wyspacerowany do bólu, i okazało się, że potrafi też wyczyniać szaleńcze biegi, trzeba tylko wiedzieć, na jaki klawisz nacisnąć ;) .

Poczuł się do tego stopnia pewnie, że nawet próbował coś tam liznąć ze stołu (zostało udaremnione) i zaprotestować ostro przy czesaniu (zostało skarcone tupnięciem i ryknięciem). Ledwo odpoczął po harcach i dwugodzinnym puszczaniu się (chodzi o spacer po puszczy ;) , te potwory, moje dzieci, znów polazły do puszczy (oczywiście, z psem)!

Wszyscy się dziwią: że nie kradnie jedzenia (talerze i półmiski na stole a pies obojętny), że na spacerze nie interesuje się w ogóle psami za siatką, że taki spokojny, przymilny i nie narzucający się.

Ostatnie spostrzeżenia: nie lubi skórek z ogórków (moje psy uwielbiały), chętnie by spróbował wina czy piwa (moje psy nienawidzą, brzydzą się). Malamut na odwrót :)
Ogólnie - całkowite zakochanie ze wszystkich stron!

Mamy za sobą tydzień, a to chyba cała epoka. Zaczął się trudno i smętnie. Skończył pięknie. Nasz pies jest po prostu cudem. Nie wiedziałam, że takie malamuty bywają...

Od końca: nie zauważył nawet, że robię pieczeń, rozbijam mięso, babrzę się w mięsie. A co go to wzrusza. Za to leżał w kuchni pod nogami, i na każde drapnięcie wzdychał zadowolony...

Nie jest łatwo pisać, jak się ma psa rozwalonego na kolanie! No tak, pewnie usłyszał moje myśli, westchnął i ułożył się inaczej:)


Dzisiejsze sprawozdanie dyktuje przez sen Woolik:
Rano ewentualnie siusiu można zrobić w ogrodzie, ale pani, pospiesz się z tym spacerem! No dobra, rozumiem że pani przed spacerem musi napić się kawy, no i coś zjeść (żeby miała siłę na spacer), rozumiem że lubi jeść na schodkach do ogródka. Ale po co ja mam wychodzić? Położę się lepiej w domu, przed drzwiami i poczekam.
No tak, teraz jej przyszło do głowy, żeby umyć podłogę, nie za dużo tych porządków?
Oo, zakłada buty! Ciekawe, czy powie: zostań, i wtedy trzeba uszy położyć i iść do kąta, czy może ... tak! mówi idziemy! Trzeba pokazać, że trafiła w sedno, trzeba się ucieszyć!

28 marca, w naszym domu, relacja z pierwszych chwil:

Wyraźnie jest zdezorientowany. Ale to normalne, za bardzo się jego życie ostatnio zmieniało żeby mu się coś ułożyło logicznie. Wychodzimy na spacer, wracamy, a on za moment staje przy drzwiach i drapie łapką. Ale odwołany idzie tam gdzie chcemy. Widać, że nie ma pewności co do niczego. I tę pewność musimy w nim odrobić.

Joomla Template - by Joomlage.com